poniedziałek, 7 maja 2012

Cukier w pedagogice


     Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo ważną rzecz przekazuje swoim dzieciom i że ona odciska piętno, niejednokrotnie na całym ich życiu. Mowa o nawykach żywieniowych. Temat szeroki, ale dziś chciałabym się skupić na jednym składniku, który niejednokrotnie odgrywa w domach głębszą rolę niż jedynie żywieniowa – CUKIER.
     Dziś świadomość co do spraw związanych z żywieniem jest niby duża, a rodzice wciąż popełniają te same błędy, potem dziwią się, że mają z dzieckiem problemy.
     Jakiś czas temu trafiłam na badania mówiące, że 30% spożywanego przez dzieci cukru pochodzi z cukierniczek, czyli mamy do czynienia ze zwykłym, białym cukrem, który do diety dziecka wprowadzają rodzice. Niestety nie mogę znaleźć źródła tych danych, ale przypominając sobie własne dzieciństwo, jestem w stanie stwierdzić, że ten procent jest wielce prawdopodobny. Jednak nie konkretne dane są tu ważne, a konsekwencje wynikające z nierozważnych działań rodziców, które są z kolei schematem powielanym z pokolenia na pokolenie.
     Moim zdaniem 30% to dużo biorąc pod uwagę jak wiele cukru znajduje się w innych podawanych dzieciom produktach spożywczych.
Batoniki, cukierki, rodzice tłumaczą dzieciom jakie są niezdrowe i że trzeba je ograniczać, ale jak wytłumaczyć maluchowi, że nie dostanie dziś tak uwielbianej czekolady? Może proponując coś w zamian? No właśnie, ale co? Obawiam się, że gdyby przejrzeć dokładnie skład wielu produktów podawanych zamiast małej czekoladki, okazałoby się, że wcale nie osiągamy zakładanego celu, czyli podania dziecku zdrowej przekąski. Barwniki, konserwanty to oczywiste zło czające się nawet w pozornie zdrowych produktach, np. batonikach zbożowych. Wróćmy jednak do cukru.
Producenci jogurtów przyznali ostatnio, że w ich wyrobach jest zbyt wielecukru, jednak konsumenci twierdzą, że słodki znaczy dobry, kwaśny przeciwnie. Podobno na przestrzeni kilku ostatnich lat próbuje się ograniczać cukier dodawany do jogurtów, ale trudno stwierdzić ile w tym prawdy.
     No dobra, wiemy już, że nie tylko słodycze, ale i jogurty, napoje i pewnie wiele innych produktów, których byśmy o to nie podejrzewali, zawierają sporo cukru.
Jednak ten słodki proszek wcale nie musi się kamuflować by trafić na talerze naszych dzieci.
Dlaczego? Rodzice sami uwielbiają podawać go dzieciom! Sypią go dużo, gdzie się tylko da, bez skrępowania, a chwilę później mówią synkowi, że nie dostanie dziś czekolady, bo słodycze są niezdrowe – ot, jedna z wielu rodzicielskich niekonsekwencji w działaniu.
     Skąd się bierze te 30%? Z przeświadczenia, że wszystko co posypiemy cukrem, zostanie przez dziecko zjedzone ze smakiem. Marysi nie smakuje twarożek na kanapce? Oj, no to posypmy go cukrem! Tomeczek grymasi nad pomidorem? Cukier załatwi sprawę! Już nie wystarcza podawanie słodkich kompotów, dżemów, bo rodzic ma przekonanie, że im coś będzie słodsze, tym chętniej niejadka do tego przekonać. Wielka bzdura i niebezpieczna pułapka. W pewnym momencie okazuje się, że mamy poważny problem, bo tak jak mieliśmy niejadka, tak mamy nadal, tylko z przekonaniem do zdrowych czy nieznanych maluchowi potraw jest coraz ciężej. Dziecko wie, że jeśli będzie dostatecznie długo grymasiło nad mięsem i brukselką, to np. „kochająca” babcia stwierdzi, że dość znęcania się nad biednym wnuczkiem i przygotuje mu jego ulubione naleśniki z cukrem. Nie liczmy na to, że takie dziecko kiedyś nagle polubi warzywa i inne zdrowe rzeczy, których w dzieciństwie nie jadło.
     Musimy mieć świadomość, że nawyki żywieniowe, to szereg przyzwyczajeń nabywanych przez lata. Trudno je zmienić z dnia na dzień i niełatwo na przestrzeni dłuższego czasu. Macie wątpliwości? Ok. Kto z Was słodzi herbatę? Dlaczego to robicie? Bo jest zdrowsza? No raczej nie. A ja Wam powiem! Pijecie słodką herbatę, bo tylko taką znacie, taką polubiliście, najprawdopodobniej taką podawała Wam mama. Oczywiście ona robiła to dlatego, że sama taką piła. Nie mówcie, że słodka jest lepsza, bo Wasze odczucie jest tylko kwestią przyzwyczajenia. Ja przestałam słodzić herbatę dość przypadkowo ponad 17 lat temu, gdy miałam 6 lat, co dla otoczenia było szokiem. „Jak to nie słodzisz?” – słyszałam, bo przecież większość słodzi, a dzieci to już w ogóle nie mogą lubić gorzkiej herbaty! Dlatego ja mogę powiedzieć, że słodka nie jest lepsza i co, będziemy się sprzeczać? Nie, bo nie o to chodzi. Jednak chcę Wam udowodnić, że kształtując nawyki żywieniowe dziecka zaczynacie od czystej kartki i naprawdę łatwo możecie je przekonać do zdrowych rzeczy.
Mój tata w młodości przez dłuższy czas musiał być na diecie z której wyłączona była sól. Jadł odrębnie gotowanie obiady, które na początku niezbyt mu smakowały, ale szybko przywykł do nowego smaku potraw. Kiedy lekarz orzekł, że sól może wrócić do jego diety, przeżywał katorgę powrotu do „tego co jedzą wszyscy”, każdy obiad wydawał się tak słony, że wręcz niejadalny. I co, myślicie, że gdy dziecko nabawi się nadwagi, będzie miało problemy z zębami lub w skrajnych przypadkach, choć zdarza się to coraz częściej, już w młodym wieku będzie miało zbyt wysoki poziom cukru we krwi, to wtedy łatwo będzie zmienić jego dietę?
     Może mi ktoś wytłumaczyć dlaczego my to właściwie robimy (mam na myśli naszą kulturę), dlaczego przyzwyczajamy swoje organizmy do dawkowania zbyt dużej ilości czegoś co nam nie służy? Po co słodzimy coś, co dosładzania nie wymaga? Zostawmy cukier w słodyczach, bo w sumie po to one są, by były słodkie, ale nie dosypujmy go wszędzie tylko po to, by przekonać dziecko do zjedzenia tej czy innej potrawy. Poza tym, to nie zawsze działa. Z osobistego doświadczenia powiem, że mi w ten sposób na długie lata obrzydzono właśnie pomidora, ponieważ nie chciałam go nawet spróbować, mama posypała mi go cukrem (podobnie z ogórkiem! Fuuu!), uwierzcie, że to było na tyle paskudne, że dopiero gdy sama zaczęłam gotować, sięgnęłam po pomidora i przekonałam się, że nie jest taki zły, oczywiście bez dodatku cukru.
     No dobra, to była osobista refleksja, ale mająca Was przekonać byście i Wy zastanowili się, po co właściwie słodzicie niektóre potrawy. Zaprawdę powiadam Wam, warzywa, napoje, nabiał i wiele innych produktów spełniają świetnie swoją rolę bez dodatku słodkiego proszku. Osładzanie nam życia zostawmy słodyczom, bo po to one są. Jeśli nie potraficie zrezygnować z dosypywania sacharydów do czego tylko się da, to spróbujecie je chociaż stopniowo ograniczyć, dla swojego dobra, ale i zdrowia swoich dzieci, bo o zatrważającej liczbie otyłych młodych ludzi na pewno słyszeliście.
     Nie stosujecie cukru jako narzędzia pedagogicznego, bo może się okazać, że będzie to zgubne i przyniesie rezultaty odwrotne do oczekiwanych.
     I jeszcze jedno, wiem że niektórzy po przeczytaniu stwierdzą, że dramatyzuję, przesadzam itd. To nie tak. Ja tylko pragnę Wam uświadomić, jak wielki wpływ, mimo że często nieświadomy, macie na swoje dzieci, na ich tryb życia, a nawet zdrowie w dorosłym życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz