piątek, 6 września 2019

Mój mały poradnik dla wybierających się KOS


Kilka dni temu wróciliśmy z wakacji na tej przeuroczej wyspie. Jej wielkość jest idealna, by w kilka dni zarówno odpocząć jak i ją zwiedzić. Poniżej zebrałam garść porad dla wybierających się na Kos. Jeśli masz pytania, zadaj je. Jeżeli informacje tu zawarte to dla Ciebie za mało, poszukaj w Internecie lub kup sobie przewodnik. My zaopatrzyliśmy się w niego przed wyjazdem i to była zdecydowanie dobra decyzja. Po przeczytaniu tej niewielkiej książeczki, informacje które do nas docierały oraz to co zobaczyliśmy tworzyło spójny obraz. Znając zarys historyczny, zwyczaje ludzi oraz mając już jakieś pojęcie o ich kulturze, lepiej rozumieliśmy nasze otoczenie.



Kilka mniej lub bardziej przydatnych informacji:
- lot z Polski na Kos trwa ok. 2 h 20 min (my lecieliśmy z Poznania).
- wyspa jest stosunkowo mała. Żadna odległość nie jest na tyle duża, by nie urządzić sobie popołudniowej przejażdżki z jednego końca na drugi.
- my poruszaliśmy się samochodem, ale wyspa jest dobrze skomunikowana. Można też wybrać skuter lub rower (wiele wypożyczalni), jednak tych nie polecam na wyprawy do np. Zii, Pyli czy Kefalos (teren górzysty).
- dla wypożyczających auto: dozwolone stężenie alkoholu u kierowcy to 0,5 (0,2  u młodych kierowców, mających prawko krócej niż 2 lata i kierowców zawodowych), zachowajcie czujność na skrzyżowaniach, które wyglądają jak typowe ronda, jednak pierwszeństwo mają nadjeżdżający z prawej.
- pamiątki kupujcie w mniejszych miasteczkach, bo ceny w samym Kos są wysokie. Im większe miasto, tym wyższe ceny. Najniższe miała chyba Zia.
- jeśli nie przepadasz za kotami (jak można ich nie ubóstwiać?!) masz przerąbane J Koty są wszędzie i mają trochę status świętej krowy. Nikt ich nie wygania z hoteli czy restauracji. Byliśmy nawet świadkami takiej zabawnej sytuacji, gdy w naszej hotelowej sali restauracyjnej wielki niemiecki, wydzierany kark podskoczył wraz z krzesłem gdy niespodziewanie rezydujący tam kot otarł się o jego nogi. Facet wyglądał na nieźle przestraszonego. Kelner widząc sytuację próbował tego kota niby odgonić od mężczyzny, ale z boku wyglądało to przezabawnie, bo ewidentnie odstawił taki mini teatrzyk, by Niemiec był usatysfakcjonowany, a kot nie poczuł się urażony 😃 Oczywiście kot odszedł trzy metry i poszedł żebrać o jedzenie przy innym stoliku.
- sklepy – na Kos jest Lidl. Jeśli np. zabrakło wam wody, a akurat przemierzcie wyspę, warto na zakupy wjechać właśnie tam, z uwagi na ceny i lokalizacje sklepu (znajduje się przy głównej ulicy łączącej wschód ze zachodem).
Jeśli do Lidla nie macie po drodze, możecie zrobić zakupy w mniejszym sklepie. Jeśli jednak zobaczycie drogowskaz na supermarket, nie cieszcie się zbyt szybko, na Kos prawie każdy sklep nazywany jest supermarketem, nawet jeśli stoją w nim tylko dwa regały.
- cykady  musicie się do nich przyzwyczaić! Szczególnie w okolicach stolicy ich głośne dźwięki są naturalnie wpisane w odgłos miasta.



CO ZOBACZYLIŚMY?
  •        Kos – stolica wyspy, tu każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli szukasz zabytków, ruin, atrakcji turystycznych – znajdziesz to. Jeżeli marzy Ci się spokój, to zejdź z głównych uliczek. W samym Kos zaliczyliśmy m.in.:

o   Port – całkiem urokliwy, można zrobić sobie spacer wokół murów zamku św. Jana. Ze wschodnich krańców mamy wyspy ładny widok na Turcję. Od strony zatoczki znajdziemy m.in. gigantyczny fikus dający cień turystom i miejscowym kotom.
o   Aleja palmowa – koniecznie trzeba się nią przejść. Prowadzi z centrum na samo wybrzeże. Przepiękne palmy i droga, która kiedyś była zamkową fosą, nad którą wisiał most zwodzony, dziś zamiast jego jest most kamienny prowadzący do zamku joannitów. Niestety, sam zamek jest niedostępny dla zwiedzających po trzęsieniu ziemi w 2017 roku.
o  Platan Hipokratesa oraz meczet Gazi Hassan Pasza – przy Alei Palmowej znajdują się schody znad których z daleka widać minaret meczetu. Gdy wejdziemy na górę, ukaże nam się podtrzymywany przez rusztowanie olbrzymi platan, który wg legend został zasadzony przez samego Hipokratesa, co ewidentnie niezgodne jest z prawdą, ale legendy rządzą się innymi prawami (drzewo, wg botaników ma nie więcej niż 500-600 lat, a jeśli wierzyć legendom musiałoby mieć 2500 lat).Obok słynnego drzewa znajduje się meczet Gazi Hassan Pasza, zwany przez Greków Meczetem z Loggią. Niestety, to kolejny obiekt, który mocno ucierpiał w trzęsieniu ziemi sprzed dwóch lat.

o   Agora – obowiązkowy punkt wycieczki. Nawet jeśli ktoś nie przepada za oglądaniem ruin, to chociaż te jedne warto zobaczyć. Wejście jest bezpłatne, a pozostałości dawnej agory robią wrażenie. Tu również po trzęsieniu ziemi zaszły pewne zmiany, ale nadal jest na co popatrzeć. Tabliczki z opisami dają pojęcie jak niezwykłe było to miejsce. Gdzieś czytałam, że i tam znajdują się słynne podłogowe mozaiki, jednak by uchronić je przed całkowitym zniszczeniem, zostały zasypane.
o   Casa Romana – jeżeli mało Wam oglądania ruin i innych pozostałości po dawnym świecie, polecamy wizytę w Casa Romana. Tu już za wstęp trzeba zapłacić, jednak ja mimo początkowej niechęci nie żałuję, że zwiedziliśmy ów przybytek. Zobaczymy tu jak wyglądało dawne życie w rezydencjach takich jak ta. Zachowało się tu sporo mozaik na podłodze i malowideł na ścianach. Zgromadzono tu także wiele rzeźb, naczyń oraz innych przedmiotów codziennego użytku. Każde z pomieszczeń wzbogacone jest też o duże plansze z ciekawymi opisami, które uzupełniają historię zgromadzonych eksponatów. Naprawdę niesamowicie ciekawe miejsce.
o   Odeon – powiedziałabym raczej, że to obiekt dla koneserów teatru lub po prostu nieobowiązkowy punkt wycieczki. Typowy amfiteatr w którym do dziś odbywają się różnego rodzaju występy. Jego podziemia nie są dostępne dla zwiedzających. Tuż obok znajduje się olbrzymia mozaika, misterna robota, którą można się zachwycić.
o   Kaplica Krzyża Świętego (Agnus Dei) – jedyny kościół katolicki na wyspie. Sam budynek również ucierpiał podczas trzęsienia ziemi w 2017 i od tego czasu nabożeństwa odbywają się na zewnątrz. Obok kościoła znajdują się dwa cmentarze. Jeden maleńki, na który furtka znajduje się zaraz przy kościele oraz większy na tyłach świątyni. I zasadniczo tu docelowo kierowaliśmy swoje kroki. Na wyspie jest wiele cmentarzy, ale akurat tu mieliśmy po drodze, a mnie zainteresowało to, jak wyglądają grecki nekropolie i czy różnią się bardzo od polskich. I… Tak, różnice są spore. Przede wszystkim, praktycznie wszystkie grobowce są białe. No i właśnie, są to grobowce, miejsca spoczynku całych rodzin. Obok krzyża umiejscowione są małe, szklane witrynki, w których najczęściej znajduje się ramka ze zdjęciem zmarłego, lampka olejowa, czasem jakieś przedmioty związane ze zmarłym. Co ciekawe rzadko były to zdjęcia jakie u nas można spotkać na nagrobkach. Tam w ramkach widzieliśmy zdjęcia jakby losowo wyciągnięte  z albumu. Ot, zdjęcie z wakacji, z gitarą lub z wędkowania wstawione w ramkę i postawione na grobie. Jeżeli będziecie mieli okazję odwiedzić jakiś cmentarz, to polecam. Nie mówię, że konkretnie ten, ale jakikolwiek, bo to ciekawe doświadczenie innej kultury.
  •       Kardamena   to miasto wywarło na nas chyba najlepsze wrażenie. Jest czyste jak na greckie standardy i takie… Niebiedne. Owszem, trochę targowisko, ale tak jest w każdym miejscu odwiedzanym przez turystów. Jeżeli przybędziecie tu samochodem, nie zdziwcie się jeśli nawigacja poprowadzi was uliczką tylko odrobinę szerszą od auta, a tu jeszcze, ludzie, jakaś babcia sprzedająca arbuzy, dzieciak wybiegnie, ktoś przejdzie rowerem - to po prostu Gracja! 😄 Tu już musicie zaliczyć jakąś tawernę! Wybór jest spory, a knajpki naprawdę urokliwe. My akurat trafiliśmy do angielskiego pubu prowadzonego przez Brytyjkę, ale to inna historia 😃
  •       Zia – chyba największy nasz zawód jeśli chodzi o wycieczki po Kos. Pewnie dlatego, że i oczekiwania były niemałe. Każdy z kim rozmawialiśmy mówił: „musicie pojechać do Zii! Koniecznie! Piękna wioseczka w górach”. No to pojechaliśmy. Trasa, którą przemierzaliśmy zapierała dech w piersi. Uroda widoków wzrastała wraz z każdą przejechaną serpentyną, nasz apetyt rósł. Nawigacja po informacji, że dojechaliśmy na miejsce zamilkła. A my zobaczyliśmy przed sobą korek. Źle zaparkowane samochody zatarasowały wjazd autokarom. Poczekaliśmy chwilę, udało się wjechać. Wysiadamy z samochodu, a naszym oczom okazuje się coś na kształt wielkiego targowiska. Myśleliśmy, że tak jest tylko na wjeździe, więc poszliśmy głębiej, a tam tylko jakby gorzej. Ostatecznie obeszliśmy wioskę, kupiliśmy kilka gadżetów, podziwialiśmy widok na wyspę z czegoś w rodzaju tarasu widokowego i ruszyliśmy dalej, do Pyli.
  •       Pyli – tu przyjechaliśmy zobaczyć Pyliotiko Spiti, czyli Dom Pyli, inaczej mówiąc tradycyjny dom z tradycyjnym umeblowaniem, ale… Zasiedzieliśmy się w tawernie i nie zdążyliśmy 🙈 Za to skoro o tawernie mowa... Tu zjedliśmy najsmaczniejszy obiad na całym wyjeździe, a trochę tych miejscówek zaliczyliśmy. Wybrane przez nas dania nie tylko były pyszne, ale też podane przez najsympatyczniejszego kelnera pod słońcem.  Taverna Drosos, bo o niej mowa, znajduje się przy głównym placu miasteczka, na pewno traficie. Tu polecamy flambirowany ser Saganaki, tzatziki i smaczne kalmary. Tu też wspomnę czym jest Saganaki. Saganaki, to naczynie, taka mała patelnia wyglądająca jak talerz z dwoma uchwytami. Przygotowuje się na niej najczęściej ser. W Drosos nie ma wątpliwości, że ser został przygotowany na saganaki, gdyż na nim dostajemy danie podane do stolika. Mało tego, wyżej wspomniany pan, przy nas podpala nasz obiad i skrapia sokiem z limonki. Powiem tak, ostatecznie przeszliśmy się jeszcze po miasteczku, jednak warto było tam pojechać choćby tylko na ten obiad.
  •       Plaka – Pawi Las – Miejsce w którym żyją swobodnie pawie i koty? W zgodzie? To trzeba zobaczyć na własne oczy! Pawie, wg legendy sprowadził w to miejsce sam Aleksander Wielki, ale po historii z platanem już mamy dystans do legend 😤 No i rzeczywiście, przyjeżdżamy, parkujemy, wysiadamy w tym lesie a tu paw! Jeden! Drugi! Trzeci! Dziesiąty! Mały! Duży! To miejsce zdecydowanie przerosło moje oczekiwania. Myślałam, że będzie  jak w naszych Łazienkach Królewskich, wiecie, idziecie i co jakiś czas trafiasz na jedną sztukę tego niezwykłego ptaka. A tu są ich dziesiątki. Sama jestem ciekawa ile. Szukałam informacji, ale nie znalazłam. W każdym razie, chodzą sobie spokojnie wokół ludzi, gdy zapragną spokoju oddalają się w pobliskie zarośla. A do tego koty, którym nawet betonowy podest wyłożono poduszkami, kocami i kołdrą by miały wygodnie. Ba! Nawet pułapki na osy zamontowano, by nic nie burzyło ich świętego spokoju.
  •       Marmari i Tigaki – Między Marmari i Tigaki znajduje się słone jezioro z którego kiedyś pozyskiwano sól. Dziś już się ponoć nie opłaca, za to akwen, a w zasadzie bagno, bo tym jest szczególnie latem, upodobały sobie… Flamingi! My mieliśmy sporo szczęścia, bo podchodząc od strony Tigaki mogliśmy podziwiać naprawdę spore stadko. Flamingi w naturze, to jest to! Ostrzegam, że bagienko śmierdzi obornikiem, ale warto się przez chwilę przemęczyć.
    Na wysokości bagna, jest plaża naturystów. Wystarczy przejść plażą za dwa wały piachu i już można cieszyć się naturalną wolnością. To też raj dla zbieraczy muszelek. Nigdzie nie było ich tyle co na tej właśnie plaży.
  •       Embros Therma – a skoro już o śmierdzących miejscówkach mowa! Na południowym wybrzeżu, mniej więcej na wysokości miasta Kos, znajdują się gorące źródła. Wydobywająca się ze skał woda ma temperaturę nawet 50°C i miesza się z zimną wodą morską, tworząc wrażenie gorących prądów. Źródła te mają właściwości lecznicze z uwagi na wysoką zawartość siarki, potasu, magnezu itd. I jak łatwo się domyślić, z uwagi na ten pierwszy pierwiastek, w okolicach źródełka po prostu śmierdzi starym jajem 😃 Jednak mimo wszystko polecamy! Rada moja jest taka, bo wziąć stary lub ciemny strój kąpielowy. Na moim, biała podszewka się nie doprała. Wstęp bezpłatny.
  •       Asklepiejon – świątynia Asklepiosa. Świetnie zachowana architektura! Na zwiedzanie lepiej wybrać mniej upalny dzień, gdyż obiekt jest przysłowiową patelnią. Hipokrates prowadził  w tym miejscu szkołę lekarską. Do znajdującego się tu ośrodka medycyny przyjeżdżali bogaci z wielu krajów. Tu również znajdziemy ciekawe plansze z opisami ruin i ówczesnego funkcjonowania obiektu.
  •       Ogród Hipokratesa – w Mastichari znajduje się ciekawe miejsce zwane Ogrodem Hipokratesa. Tu znajdziemy drzewa owocowe oraz zioła wielkości pokaźnych krzewów, których zapach unosi się w powietrzu. Możemy zwiedzić kilka budynków z tradycyjnym wyposażeniem. Zobaczymy jak wytwarzano wino i miody. A na odchodne zostaniecie poczęstowani herbatką ziołową. Wstęp 5 €.
  •       Półwysep Kefalos – tu spędziliśmy tylko chwilę. Ponoć to raj dla fanów wspinaczki. My zobaczyliśmy ładne miasto portowe, pięknie wyglądające w zachodzącym słońcu. Panował tu niesamowity spokój. W Kamari Port wędkarze raz po raz zarzucali wędki i nikomu nigdzie się nie spieszyło. W samym mieście jest kilka większych sklepów, przepraszam – supermarketów, gdzie można zaopatrzyć się w niezbędne produkty.


PLAŻE
Prawie każdy turysta, który nie chce całych wakacji spędzić nad basenem, zacznie w końcu szukać jakiejś plaży, by wykąpać się w morzu. Dobrze, jeśli plaża jest przy hotelu. Jeszcze lepiej jeśli będzie to całkiem fajna plaża 😎 Nasza miała wady. A w zasadzie jedną. Niestety, plaże w okolicach Mastichari, choć w zasadzie zauważyliśmy, że ciągnie się to aż po Tigaki, pełne są wyrzucanych przez morze wodorostów. W morzu koło naszego hotelu, było ich zdecydowanie najwięcej. Podczas kąpieli plątały się miedzy nogami, a gdy wychodziłam z wody, stopy miałam nimi otulone, co wyglądało jakbym miała gloniaste bambosze.

      
      Podczas wycieczek zaliczyliśmy kilka innych miejsc:
    •       Między Marmari a Tigaki, na wysokości słonego jeziora znajduje się plaża dla naturystów.
    •       Na wschód od Tigaki, gdy skończą się plaże należące do hoteli, jest ładny pas plaż między morzem a ulicą. Panuje na nich jednak spory tłok.
    •       Kos, tu również, w samym centrum, przy głównym deptaku jest miejsce w którym można się kąpać. Na pewno nie nazwałabym tego fragmentu ustronnym, ale co kto lubi.
    •       Embros Therma – tak  jak pisałam wyżej, tu warto zajrzeć. Obok źródła jest normalna plaża
    •       Na zachód od Kardameny znajdziemy wiele plaż, nie tylko tych hotelowych, ale i dzikich na których można po prostu rozłożyć się z ręcznikiem. Tak też zrobiliśmy, to tu znaleźliśmy idealne miejsce do  snorklowania. Rybki przy długim, ciepłym brzegu były śliczne. Im też, nam mniej, sprzyja obecność skał i kamieni na brzegu. Warto mieć buty.

I tu moje doświadczenie dotyczące plaż się kończy, może są inne, ładniejsze, my na nie nie trafiliśmy


CO MOIM ZDANIEM WARTO KUPIĆ?


- oliwa – to oczywiste, że grecka oliwa jest najlepsza! A jeżeli znajdziecie taką od małych, lokalnych wytwórców, to już w ogóle jesteście zwycięzcami!


- oliwki – to chyba naturalny wybór podczas zakupów 😉

- marmolada/dżem z pomidorów – coś w czym zakochałam się już jakiś czas temu na Rodos i nawet podjęłam próby samodzielnego wykonania. Pierwsze spotkanie z tym tworem było zabawne, bo nie mogłam uwierzyć, że to co czuję na języku, jest tym co mi się wydaje 😄 Taki dżemik najczęściej podaje się z grillowanym serem.

- ser – greckie sery są niemal równie słynne co francuskie, choć całkowicie inne. Zróbcie rozeznanie z lokalnych wyrobach i koniecznie ich spróbujcie!

- gąbki – jeśli ktoś używa, to koniecznie musi zakupić sobie na Kos gąbkę, gdyż ta wyspa od zawsze słynęła z ich poławiania.

- przyprawy – rozmaryn, bazylia i wiele innych ziół, to w Grecji całkiem spore krzewy. Ich zapach unosi się w powietrzu. Jak tu nie zabrać kawałka z tych wspomnień do domu?

- miody – kolejny produkt z którego słynie Grecja. Co prawda większość miodów nieszczególnie różni się od naszych, są jednak wyjątki. Kiedyś na Krecie kupiłam miód wytwarzany z pyłków zebranych na kwiatach pomarańczy. Był obłędny! Grecy mają też zwyczaj sprzedaży małych słoiczków, w których miodem zalane są orzechy. Taki podarek również powinien ucieszyć waszych bliskich.

- ouzo – czyli trunek nie dla każdego. Powiedzmy sobie szczerze, aromat anyżu albo się kocha albo nienawidzi. Ja pałam tym drugim, ale jeśli ktoś jest fanem, to chyba zakup obowiązkowy.

- baklava, chałwa itp. – słodycze typowe dla tych rejonów, jeśli jesteś ich entuzjastami, to koniecznie zróbcie mały zapas.