poniedziałek, 5 lipca 2010

Nowy prezydent. Kto ma problem?

I jesteśmy po wyborach. Mamy nowego prezydenta.
Ulga. Radość. Duma. Żadne z tych słów na pewne nie pasuje do mojego nastroju powyborczego. Czy byłoby inaczej gdyby zwyciężył Jarosław Kaczyński? Zapewne nie. I jeśli powiecie, że trudno mi dogodzić, to powiem jedynie, że na pewno nie tak łatwo jak większości społeczeństwa.
Mamy za sobą kampanię wyborczą, krótszą niż zwykle, może to i dobrze, bo gdybym musiała obserwować ten teatrzyk do jesieni, to mogłoby pogorszyć się moje zdrowie.
Podzielę się kilkoma refleksjami na temat ostatniej kampanii wyborczej, bo wyniku i tak nic nie zmieni, za to myślę, że ostatnie tygodnie nieco powiedziały nam o kondycji politycznej naszego kraju i o samych jego obywatelach.
Politycznie. Wciąż nie bardzo mogę pojąć decyzję PO o wystawieniu w wyborach pana Komorowskiego (żeby nie było, program Platformy Obywatelskiej jest absolutnie daleki od mojego wyobrażenia państwa, sprawę rozważam czysto teoretycznie z pozycji obserwatora).Nawet media przychylne PO, po Katastrofie w Smoleńsku, mówiły o tym jak to źle sprawdza się w roli wodza Komorowski, jaki jest nieautentyczny, zagubiony itd. Pamiętacie to orędzie? To w którym pan przemawiający połknął kij od miotły i wyraźnie bał się mrugać oczami, bo to nie wytrąciło go z rytmu.
Moim skromnym zdaniem Tusk miałby większe poparcie, może nawet wygrałby w pierwszej turze, a prezydentura to zawsze pewna posadka z dożywotnią emeryturą.
Nie wiem czy już nie wolałabym widzieć na czele naszego państwa np. Radosława Sikorskiego, przynajmniej angielszczyzna nie jest mu obca. Zawsze jakiś pozytyw, tych staram się szukać.
Sama kampania była tak strasznie pozbawiona merytorycznych argumentów, że to aż bolało. Już same hasła wyborcze dwóch czołowych kandydatów nie powaliły mnie na kolana. "Zgoda buduje" – jeśli ktoś słyszał wyjaśnienie kandydata dotyczące tego hasła, to proszę o komentarz, bo tak się zastanawiam czego ma dotyczyć owa zgoda. Zgoda z rządem? A czego się spodziewać, skoro przynajmniej jeszcze przez rok partią mającą większość jest ta, z której wywodzi się kandydat, w tym przypadku chyba o zgodę nietrudno. Z opozycją? No chyba jednak nie, z przeciwnikami politycznymi nasz nowy prezydent chyba chętniej spotkałby się na ławie sądowej niż przy stole na rozmowie. A może zgoda (za wszelką cenę) na arenie międzynarodowej? To już prędzej. Zamiast twardych negocjacji – zgoda. "Polska jest najważniejsza", to w ogóle ciekawa sprawa, już przez chwilę zaczęłam zastanawiać się o prezydenturę jakiego kraju ubiegają się kandydaci, po czym myśl: "No Polska, przecież to kurna chyba oczywiste!". W każdym razie jeśli ktoś miałby wątpliwości, to lider PiSu nam o tym przypomniał.
Najbardziej w całej kampanii irytował mnie Bronisław Komorowski swoją pewnością wygranej, która objawiała się kompletną ignorancją. Ten pan nawet się nie starał, z siebie dawał niewiele, wyręczał się Donaldem Tuskiem, bądź to panią Kopacz, kompletne znieważenie wyborców!
Jeśli zaś chodzi o Kaczyńskiego rozbawił mnie ostatnio wątek mało polityczny, ale jednak mogący jakoś wpłynąć na wyborców. Marta Kaczyńska. Pan Jarosław powiedział ostatnio, że Marta Kaczyńska nie brała udziału w kampanii. No cóż, brała, gdy pojawiała się ze stryjkiem w lokalu wyborczym, gdy pojawiała się na okładkach pism, gdy mówiła o rodzinie. Nie musiała agitować, jej ciągła obecność przy wuju wystarczała? Czy widzę w tym coś złego? Nie, ale mówiąc, że Marta Kaczyńska nie uczestniczyła w kampanii, może w wielu zrodzić przekonanie, że pojawianie się np. w prasie było jej osobistym lansowaniem się.
Społecznie. Nasze społeczeństwo gdzieś się pogubiło. Wyszliśmy z komunizmu, wtedy było o co walczyć, był wspólny cel, który został osiągnięty, potem jakiś okres odradzania się, pogoni by nadrobić stracony czas. A teraz? Mamy demokrację, wolność i ludzie chyba już nie bardzo wiedzą czego chcą. Nie uważam, by każdy musiał interesować się polityką, może to nawet lepiej, że ci którzy mówili "Mnie polityka nie obchodzi mam to gdzieś" nie poszli na wybory, nie chcę by ktoś taki decydował o losach ojczyzny, choć ma do tego prawo – uroki demokracji. Martwi mnie bardziej niechęć to logicznego myślenia. Ludzie są rozwarstwieni, można ich podzielić na trzy największe grupy: 1. O nich już wspominałam Ja mam politykę gdzieś – nie idę na wybory 2. Głosuję tak, bo... tak! 3. Osoby zaangażowane potrafiące bronić swych poglądów.
Grupa trzecia jest niestety mało liczna, ale zawsze będę szanowała takich ludzi, choćby ich poglądy były skrajnie różne od moich. Druga zaś grupa czasem wręcz mnie przeraża, część z tych osób mówi bez przekonania: "Głosuję na X, bo on ładnie wygląda", "Głosuję na X, bo mówią, że jak on będzie prezydentem to będzie dobrze", "Głosuję na X, bo na kogoś trzeba". Inni są pewni swojego wyboru, a nawet stają w gotowości by kłócić się z osobami które chcą poprzeć innego kandydata, ale jednocześnie nie potrafią wymienić kilku punktów programu wyborczego, żadnej rzeczowej argumentacji.
Dziwi to zwłaszcza w XXI wieku, gdzie prawie każdy ma odbiornik telewizyjny i może obejrzeć debatę (kwestia różnej interpretacji to już co innego), albo nawet prościej - włączyć komputer w wyszukiwarce wpisać nazwisko kandydata i poczytać program, by potem nie było zdziwienia, że nasz wymarzony polityk podcina gałąź na której siedzę. Również pominę tu kwestię wypełniania tych wyborczych obietnic, bo najpierw trzeba choć w zarysie wiedzieć na co się piszemy.
Niski poziom wiedzy to jeden problem, a drugi to przyzwolenie na uprawianie takiej polityki jaką obserwujemy. Jeśli Polska to obywatele ją tworzący, to ja aż chcę zanucić piosenkę z innej kampanii wyborczej: "Dokąd idziesz Polsko?"
Wszystko to nie napawa optymizmem.

Jeśli ktoś spodziewał się tu politycznego podsumowania wyborów z proroctwami lub dywagacjami na temat rozwiązywania bieżących politycznych problemów to się przeliczył.
Nie jestem politologiem, bliżej mi do psychologii i socjologii, dlatego na takich aspektach poruszanych tu wydarzeń będę się skupiała.

2 komentarze:

  1. Ja tę decyzję pojmuję. Komorowski jest potrzebny Tuskowi jako ktoś, kogo łatwo będzie przekonać do odpowiednich działań. W naszym ustroju realną władzę ma premier a PO dąży do uformowania ustroju kanclerskiego, podobnie jak to jest w Niemczech. Tusk wygrałby wybory dużo łatwiej, niż Komorowski. Ale pominąłby ciekawą grę, która dopiero nam się szykuje. Zobacz co się dzieje a propos gazociągu, a propos rozmów z Rosją. Szykują nam się bardzo ciekawe czasy, przy których grecki kryzys to pikuś. PO u władzy z silnym przywódcą Tuskiem (bo skilla politycznego mu odmówić nie można) i Komorowskim w roli asystenta się tej partii dużo bardziej opłaca. Jest dużo więcej i pieniędzy, i wpływów do zagarnięcia.

    A argumenty merytoryczne i tak są dla picu. Nasz prezydent elekt już teraz (sic!) się wycofał z większości obietnic politycznych. "Bo to jednak nie tak, trzeba nad tym popracować, itd.". Ludzie i tak nie głosują na programy, bo wiedzą, że mogą sobie nimi tyłek podetrzeć. Ludzie głosują na partie. To była rozgrywka PO kontra Kaczyńscy a nie Komorowski kontra Jarosław. Nikt nie głosował na Komorowskiego. Ludzie głosowali na PO. Czemu? "By nie dopuścić do IV RP!" Tylko zabawne, że każdy, kogo zapytasz o to, co właściwie takiego złego stało mu się podczas owej IV RP, to najbardziej konstruktywną odpowiedzią, jaką usłyszysz, to "eee...yyy...". Telewizja? Phi :) W niej codziennie usłyszysz coś innego. Czytaj blogi, felietony niezależnych. Kataryna może Ci być bliska z racji płci ;)

    A z komunizmu nigdy nie wyszliśmy, bo nigdy w nim tak na serio nie byliśmy. Były różne odmiany socjalizmu i dalej są. Zmieniła się tylko strefa wpływów. Zamiast przed Moskwą odpowiadamy przed Brukselą....

    P.S.: Sorry za chaos w wypowiedzi, ale o tej porze i z komórki... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początek tak z ciekawości, czy sugerujesz, że Tuskowi bardziej niż na własnej pozycji, prestiżu i pieniądzach jakie niewątpliwie dałaby prezydentura, jednak bardziej zależy na wcieleniu w czyn swojej wizji państwa?
    Co do tego, że Komorowski jest niejako tylko pacynką partii to się zgodzę, swoją drogą ciekawie by było, jakby kolejnych wyborów jednak nie wygrało PO.
    Kolejna kwestia. Kandydat = partia? Byś się zdziwił. Ci którzy średnio interesują się polityką wybierają bardziej na zasadzie, ten mi się podoba, a ten nie, ten gdy był u mnie w mieście/na wsi obiecywał to i to, a tamten nie. Choć badań na ten temat nie znam, więc... Ale pewnie w większości wyborców jest tak jak mówisz, tyle, że to wciąż nie zmienia faktu, że ludzie nie znają programów wyborczych, również partii. To co napisałam o podejściu ludzi, nie dotyczy stricte wyborów prezydenckich, ale też każdych innych.
    To o czym piszesz dalej znów potwierdza, że ludzie nie myślą, nie widzą, nie słyszą. Jeśli wycofywanie się z obietnic lub ich niewypełnianie jest przez ludzi niezauważane, to ja się pytam, co się z nami dzieje? Jeśli są przeciw czemuś, ale nie wiedzą dlaczego, to ja pytam, czy można gdzieś na wagę dokupić trochę logiki dla tych ludzi.
    Next. Telewizja. Nie wiem w jakim sensie chodzi Ci o to, że wciąż słyszysz co innego. Jeśli o to że generalnie "Media kłamią" to się zapewne zgodzimy, dlatego zauważ, nie powiedziałam by oglądać TV by wyrobić sobie opinię, bo obiektywizm mediów jest na poziomie równym poparciu Kornela Morawieckiego, powiedziałam tylko o debacie, gdzie słyszymy tylko wypowiedź kandydata, bez komentarzy i zanim jego słowa zostaną przesiane, przeinaczone przez dziennikarzy. Możliwe też, że miałeś na myśli zmienność samych kandydatów. Owszem, ale w pewnych sztandarowych punktach programu zmienić się nie mogą, a jeśli to zrobią, to u licha, chyba każdy myślący człowiek może sobie porównać to co zostało utrwalone i wyciągnąć wnioski, których sumą będzie wiarygodność tych ludzi.
    Ja mam czytać blogi, tak? No spoko, tylko ja się pytam po co? To ma zmienić mój światopogląd? Nie, dzięki, wolę własny, bo wypracowałam go sobie na własnych spostrzeżeniach. Wystarczą mi blogi samych polityków, wydaje mi się, że potrafię sama je realnie ocenić. A może mam je czytać, by nabrać przekonania, że jednak nie jest z nami tak źle? Ja wiem, że jest ogromna grupa ludzi, którzy widzą o czym mówią, widzę to np. w wielu dyskusjach na facebooku. Chodzi mi bardziej o tych niereformowalnych. Ja mogę się kształcić, doskonalić, ale obawiam się, że i tak rządzić mną będzie szara masa, która ma wszystko gdzieś (i znów wszystko rozbija się o ustrój).
    Strefa wpływów. Jak słusznie zauważyłeś jest INNA, a co za tym idzie i problemy są nieco inne oraz inaczej wygląda nasza rzeczywistość, jak ludzi wyciągano w środku nocy z łóżek i zamykano bez słowa wyjaśnienia na długie miesiące, gdy półki sklepowe były puste to ludzie wiedzieli, że coś jest nie tak. A dziś? Długi Gierka spłacamy, nowe zaciągamy, działamy pod dyktando, ale wszystko odbywa się pod pozorem demokracji i w ułudzie szczęśliwego państwa które wyszło na prostą. Ludzie tego nie widzą! Cieszą się z otwartych granic, wspólnej monety itp. Może zobaczą jak u nas porobi się jak Grecji albo gorzej, tylko oby nie było za późno.

    OdpowiedzUsuń