No i po kolorowej paradzie odmienności.
Wiecie, tak się zastanawiam, czy ludzie w naszym kraju naprawdę tak bardzo chcą dorównać we wszystkim Zachodowi, czy mają kompleksy, a może chcą zrobić na przekór skrajnym konserwatystom? Niezależnie od powodów które kierowały Warszawiakami (i nie tylko) biorącymi dziś udział w paradzie równości, dziwię się, że w ludzie nie widzą w jak żenującą grę dali się wciągnąć.
Dlaczego mam wrażenie, że aktywistom z mniejszości bardziej chodziło o kręcenie skąpo okrytą d**ą niż o zwróceniu uwagi na problemy homoseksualistów? Jestem przewrażliwiona? To powiedzcie dlaczego gdybym miała kaprys manifestowania czegokolwiek w miejscu publicznym mając na sobie jedynie małe majteczki i kartkę z jakimś hasłem przyklejoną na biuście najpewniej wywołałabym oburzenie, a w końcu pewnie wylądowała na komisariacie? Dlaczego choć jest gorąco, to jakoś nikt nie kwapi się do wyjścia na ulicę w tym, w czym zwykle wychodzi na plażę. Dobra, mniejsza o strój. Czy gdybym chciała, by władze zwróciły uwagę na jakiś mój problem założyłabym kolorową perukę i tańczyła na środku ulicy przy głośnej muzyce? Nie, nikt nie potraktowałby mnie poważnie, wzięto by mnie za wariatkę, bo to co bym robiła nie miałoby nic wspólnego ze sprawą którą chcę załatwić.
Przeczytałam dziś, że prezes Fundacji Równości jest rozżalony faktem, iż parada nie zyskała poparcia władz miasta. Że co? A przepraszam, czy już samo zezwolenie nie jest jakąś formą poparcia? Nie? No dobra, to czego się pan Bączkowski spodziewał? Tego, że jakiś radny ubierze tęczowe gacie i będzie się prężył na platformie? Dzięki, ale osobiście wystarczył mi widok posła Kalisza, na szczęcie przyodzianego.
Z wielu dziwnych, zasłyszanych dziś wypowiedzi, m.in.: "Przyprowadziłem tu swoje dziecko, żeby wiedziało, że wszyscy nie jesteśmy tacy sami" (biedne, małe dziecko, pewnie nie zaśnie po tym co dziś zobaczyło), wychwyciłam myśl przewodnią całej imprezy, chodzi mniej więcej właśnie o to, o czym mówił pan, którego słowa przytoczyłam wyżej. Ha! Wyobrażanie sobie? Kowalski włączając telewizor ma pomyśleć: "fajni ci homoseksualiści, są tacy sami jak ja." Tak, zgadzam się, ale do pewnego momentu. Przeciętny gej czy lesbijka będzie taki jak ja do póki będę z nim/nią pracowała, pójdę do kina, do restauracji, porozmawiam na przystanku itd. Podobieństwa kończą się tam, gdzie zaczyna się walka mniejszości z dyskryminacją. I wtedy... Kto zgadnie? Parada? Święto wibratora? Nie! Dyskusja, a i owszem, ale na poziomie. Tak więc, gorący apel: „Kochani geje, odrzućcie kolorowe flagi i skąpe łaszki, ściszcie muzykę. Parada ta nie zwróciła niczyjej uwagi na wasze problemy, wręcz przeciwnie, wiele osób zaczęła Was postrzegać jako rozwrzeszczaną bandę oszołomów. Wydelegujcie do rozmów ludzi na poziomie, bo wierzę, że tacy wśród Was są." Choć właściwie… Czy mnie to obchodzi? Nie. Nie czuję też, by w jakikolwiek sposób orientacja heteroseksualna miała zostać zachwiana, to popadanie ze skrajności w skrajność. Nie mam nic do homoseksualistów, tak samo jak do sąsiada który przywiązuje sąsiadkę do kaloryfera, bo ona to lubi (choć tego typu dewiacje i niebezpieczeństwa z nimi związane to temat na inną dyskusję), nie chcę też by ktokolwiek zaglądał pod moją kołdrę.
Jeśli o konkretne postulaty homoseksualistów chodzi, to trzeba by tu dłuższej wypowiedzi na którą może jeszcze kiedyś przyjdzie czas, dziś powiem tylko tyle: Nie dajcie sobie wmówić, że normalne i naturalne jest coś, co z oczywistych powodów nie jest! I błagam, niech tylko ktoś mnie o powód taki nie pyta, bo go wyśmieję.
Ja to się przede wszystkim zastanawiam jakich praw im brakuje...
OdpowiedzUsuń1. Jak powiedziałam, sama parada moim zdaniem nie jest zróceniem uwagi na problemy mniejszości seksualnych, a raczej manifestacją.
OdpowiedzUsuń2. Chodzi im Drogi Amatorku, o małżeństwa nie różniące się formą/statustem prawnym itp. od tych heteroseksualnych zawieranymi w USC
3. Osobiście mam nadzieję, że o adopcję dzieci im nie chodzi.
4. A może chodzi tylko o prawo niepisane, takie by nie byli źle postrzegani idąc ulicą.
A w ogóle, to mnie nie pytaj, bo ja wolę jednak chłopców i mi z tym dobrze, oj.. Bardzo dobrze :D
Ad 1: Ich zdaniem: nie. Jest cała lista postulatów. Albo śmiesznych, albo tych, co już mają
OdpowiedzUsuńAd 2: Jak wyżej: mają. Przypadek znany z opowieści znajomego mi geja: jeśli dwóch gejów chce zawrzeć dozgonny związek małżeński, nikt im nie broni założyć spółki cywilnej pod nazwą Małżeństwo Kowalskiego z Wiśniewskim. Wówczas ich majątek staje się wspólny, a statut spółki może przewidywać, że dochodzi do tego po założeniu obrączki na palec i odegraniu Marsza Mendelssohna.
Ad 3: tu akurat bym się zastanowił. Sam nie wiem co bym wolał: zgnić w domu dziecka, czy mieć dwóch ojców
Ad 4: To na pewno. Tylko uzyskują odwrotny efekt
Spółka, ok. może to np. w przypadku śmierci wygląda jak małżeństwo, ale przyznasz, że to nie to samo, co ślub w urzędzie. Znajomych zapraszasz na uroczyste spotkanie po wizycie u notariusza czy zarejestowanie spółki w gminie czy gdzie tam się to rekestruje. Trochę lipa.
OdpowiedzUsuńCo do adopcji, to w sumie mogłabym się zgodzić, tylko dwie sprawy. Szkoda, że nie ma badań, ktore pokazywałyby wpływ wychowywania przez dwóch ojców na takie dziecko w przyszłosci. A po drugie coś mi się zdaje, że większość i tak decydowalaby się na matki zastępcze.
Skoro oni nie widzieli różnicy, to i ja nie widzę :)
OdpowiedzUsuńA skąd wiesz, że nie widzieli? Po prostu nie mieli innego wyjścia. Gdybyś zapytał, czy nie woleliby normalnie w USC pewnie usłyszałbyś potwierdzenie.
OdpowiedzUsuń